Piec konwekcyjno-parowy
Analizując wyrażenie „piec konwekcyjno-parowy”, łatwo można pomyśleć, że oznacza ono jakieś urządzenie do badań fizycznych. Składa się bowiem z takich słów, jak:
a) Konwekcja (z angielskiego – convection). Słowo to oznacza unoszenie się ciepła, przemieszczanie się mas ciecz lub gazów, prowadzące do wyrównania temperatur, odgrywające dużą rolę w kształtowaniu się zjawisk meteorologicznych, wykorzystane w urządzeniach cieplnych.
b) Para, czyli woda w stanie gazowym.
Na podstawie znaczeń tych dwóch wyrazów, śmiało moglibyśmy spekulować, że piec konwekcyjno-parowy jest urządzeniem, którym najczęściej zajmują się szaleni fizycy, pracujący nad różnego typu doświadczeniami. Przy uwzględnieniu, że wyraz „piec” kojarzy nam się głównie z ciepłem, a ciepło jest pojęciem stricte związanym z fizyką (jest to sposób przekazywania energii wewnętrznej), to na myśl o piecu konwekcyjno-parowym powinno nam stać przed oczyma laboratorium genialnego, nierozumianego fizyka. Czy tak jest? A skąd! Słysząc nazwę tego urządzenia, widzimy bogatą, profesjonalną kuchnię.
Więc (w dwóch słowach) czym jest piec konwekcyjno-parowy? Jest to gastronomiczny cud technologii. Można w nim gotować, piec (nawet w niskich temperaturach), blanszować… - czego tylko dusza zapragnie. Potrawy nigdy nie przejmują zapachu innych dań (gwarantuje to pozioma cyrkulacja powietrza i odtłuszczanie). Piec konwekcyjno-parowy minimalizuje straty w objętości produktów spożywczych. Aby przygotować jedzenie w piecu konwekcyjno-parowym prawie w ogóle nie trzeba używać tłuszczu – ma on jedynie walory smakowe. Można śmiało powiedzieć, że każdy diabetyk chciałby coś takiego mieć w domu. To jednak zbyt daleko posunięty wniosek, ponieważ piec konwekcyjno-parowy nie nadaje się do przyrządzania jedzenia w małych ilościach.
Gdy poprosiłam znajomą, uczącą się w szkole gastronomicznej, aby powiedziała mi coś o tym urządzeniu, odparła krótko: „Można na min przyrządzić trzysta steków albo sto kurczaków w pięć minut albo sto minut”. Kiedy więcej o tym oczytałam, jej słowa wydały mi się wierutną bzdurą, ale cóż poradzić – jest kucharką, to i wyobraźnię ma nielichą. W końcu gastronomia jest sztuką umiejętnej, przemyślanej (rzekłabym – zaplanowanej, ale byłoby to nadużycie) improwizacji.
Zauważyłam zresztą, że kucharzy (ludzi, którzy pasjonują się sprzętem gastronomicznym, ceramicznymi nożami, profesjonalnymi blatami kuchennymi, czy też piecami konwekcyjno-parowymi) cechuje swoista specyficzność. Albo mają wybujałą wyobraźnię (jak przed chwila wspominałam), niebywałą pamięć (zawstydzającą wręcz zwykłych zjadaczy chleba), albo są gejami. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia. Nie, żeby było szczególnie niemiłe. Przyjemnie jest dobrze zjeść i porozmawiać z mądrymi ludźmi.
Wracając do pieców konwekcyjno-parowych: ich ceny wahają się od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy. Znalazłam w Internecie taki piec, który kosztował prawie pięćdziesiąt dwa tysiące polskich nowych złotych. Gdybym miała tyle pieniędzy, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Przede wszystkim kupowałabym dobre książki, zamiast je wypożyczać. Na to zeszła by przynajmniej połowa tych pieniędzy, ale za to wspomogłabym finansowo wydawnictwa i biednych polskich pisarzy współczesnych. Niewielką część reszty pieniędzy przeznaczyłabym na podróż do Grecji, na jakąś rolniczą wyspę, jak z powieści „Mag” Johna Fowlesa. Po prawdzie, nie chciałabym skończyć jak Nicolas Urfe, bohater książki, ale zobaczyć to, co on – niezastąpione. Natomiast za pozostałe pieniądze kupiłabym inny, tańszy piec konwekcyjno-parowy (skoro na droższy bym poskąpiła). Właściwie nie wiem, do czego by mi się przydał (nie gotuję w końcu zbyt wiele, ani w specjalnie dużych ilościach), ale ponieważ praktycznie nie ma wad, to chyba warto kupić. O tego rodzaju piecach mówi się w samych superlatywach, można więc śmiało powiedzieć, że lepiej niż o większości znanych mi ludzi. Kto w takim razie nie chciałby mieć czegoś tak bliskiego ideałowi w domu?
Znajomi astrolodzy-amatorzy śnią po nocach o nowych, wspaniałych teleskopach, biolodzy – o wyprawie do Kotliny Kongo z pełną możliwością prowadzenia badań, hydraulicy – o wiecznie uszczelniających uszczelkach, natomiast kucharze – o piecach konwekcyjno-parowych. Taki los. Skromne obsesje związane z odchyleniami zawodowymi.
Pytanie, jakie teraz możemy przed sobą postawić, to: czy warto kupować piece konwekcyjno-gastronomiczne? Ależ oczywiście, że warto! No bo cóż innego może być celem naszego życia, jeśli nie słodki konsumpcjonizm, zdobywanie rzeczy (zwłaszcza tych drogich, dobrze ocenianych) i chwalenie się swoja kolekcją. Pomyślcie Państwo, cóż za perełką może być w takim zbiorze zacny piec konwekcyjno-parowy! Nie lada gratka dla szanowanego, możnego człowieka.
Nie można pominąć oczywiście kwestii, że urządzenie to faktycznie może się do czegoś przydać (mianowicie do przygotowania potraw). To już w zupełności podnosi ją do rangi koniecznego zakupu, opłacalnego i korzystnego (gastronomicznie oraz społecznie).
Przesłanie na dziś brzmi więc: kupujcie, najmilsi Państwo, piece konwekcyjno-parowe! To wspaniała inwestycja na przyszłość, najlepszy wydatek z możliwych.
